Jak zwykle wymknęłam
się o świcie z domu. Jak najdalej od tego wariatkowa. Miałam ich
wszystkich gdzieś. Pewnie wszyscy gadali o mnie, jaka ja to nie
jestem, że nie grzeszę rozumem i te podobne. Ale nie czułam się
tam zbyt dobrze. To nie były moje klimaty, ale moje zdanie nikogo
nie obchodzi. No, trudno.
Przedzierałam się
przez krzaki. Szłam prosto przed siebie. Nagle usłyszałam, że nie
jestem sama. Ktoś krzyknął, pytając kim jestem. Nie wiedząc kto
jest właścicielem głosu, odpowiedziałam:
- Po co ci to
wiedzieć? Pokaż się, to może ci odpowiem.
<Salome?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz