Wymknęłam się z domu, nikt matka i ojciec zdążyli się zorientować. Teraz pewnie już zdawali sobie sprawę z mojej nieobecności, ba, może nawet ojczulek został wysłany, by mnie poszukać i przyprowadzić.
Ale nie obchodziło mnie to.
Nie to, że nie kochałam rodziców. Nie to, że byłam na nich zła, czy coś. Może tylko po części za niektóre rzeczy. Za to, że kazali mi siedzieć w domu, i tylko im pomagać. Iwidywać się tylko z Wygnańcami. Do których należeli sami idioci.
Nie wolno mi było chodzić na tereny watahy Błękitnego Promienia Księżyca. Pierwszy i najważniejszy zakaz. Który i tak lekceważyłam.
Przedzierałam się ostrożnie przez chaszcze i zarośla. Schowałam się za jednym drzewem. Odwróciłam się na chwilę do tyłu. Chtba czysto. Chyba nikt za mną nie szedł, i mnie nie śledził.
Pobiegłamwięc pędem w przeciwnym do swojego domu kierunku. Na tereny watahy.
Zdyszana od biegu przystanęłam przy sośnie. Wtem usłyszałam jakieś szmery blisko mnie.
- Kim jesteś?! - spytaąm chamsko bez zastanowienia.
<Ester?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz